BMW inwestuje miliardy w Niemczech. Czy to początek większej zmiany?
Przez lata ogromna część motoryzacyjnych zysków niemieckich koncernów była mocno związana z Chinami. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że ten model zaczyna się zmieniać. BMW zdecydowało się przeznaczyć około dwóch miliardów euro na rozwój produkcji w Niemczech — pieniądze trafią do fabryk w Monachium i Dingolfing oraz do nowego zakładu produkcji akumulatorów w Irlbach-Straßkirchen w Dolnej Bawarii. To nie tylko duża inwestycja, ale też czytelny sygnał: kluczowe technologie i część produkcji mają pozostać bliżej macierzystego rynku.
Niemcy już dziś są dla BMW jednym z najważniejszych punktów na przemysłowej mapie świata. Firma produkuje tam ponad milion samochodów rocznie, a jej zakłady odpowiadają za znaczną część całej niemieckiej produkcji aut. Wokół fabryk działa również rozbudowana sieć dostawców. BMW podkreśla, że większość zakładów zaopatrujących produkcję znajduje się w Europie, co przy rosnącej niepewności gospodarczej i napięciach handlowych może mieć coraz większe znaczenie.
Jednym z najważniejszych elementów całego projektu będzie kolejna generacja BMW serii 3 — modelu, który od ponad 50 lat jest jednym z filarów marki. Koncern nadal rozwija równolegle różne rodzaje napędu. W Monachium ma powstawać w pełni elektryczne BMW i3, natomiast fabryka w Dingolfing będzie produkować wersje spalinowe i hybrydowe plug-in serii 3. Równocześnie nowy zakład w Irlbach-Straßkirchen zajmie się montażem akumulatorów wysokonapięciowych szóstej generacji. W praktyce oznacza to, że BMW nie stawia wszystkiego na jedną kartę, lecz pozostawia sobie możliwość reagowania na to, jak będzie rozwijał się rynek.
Szczególnie ciekawa jest modernizacja macierzystej fabryki w Monachium. Zakład, którego historia liczy ponad sto lat, został gruntownie przebudowany z myślą o produkcji samochodów elektrycznych. Z kolei Dingolfing ma pozostać fabryką bardziej elastyczną, zdolną do wytwarzania modeli z różnymi rodzajami napędu. Takie podejście dobrze pokazuje strategię BMW z ostatnich lat — zamiast gwałtownie odcinać się od silników spalinowych, firma rozwijała kilka technologii równolegle i pozostawiała sobie większe pole manewru.
Dla Polski ta zmiana może być równie interesująca jak dla samych Niemiec. Im większa część produkcji i dostaw wraca do Europy, tym większe znaczenie mogą mieć także firmy działające w naszej części kontynentu. Polska ma przecież rozbudowany sektor motoryzacyjny i wielu producentów części współpracujących z europejskimi koncernami. Nie oznacza to automatycznie nowych kontraktów, ale skracanie łańcuchów dostaw i większy nacisk na produkcję europejską może stworzyć dla rodzimych przedsiębiorstw nowe możliwości.
BMW od dawna pokazuje, że w motoryzacji nie zawsze opłaca się ślepo podążać za najgłośniejszym trendem. Dziś inwestuje jednocześnie w elektromobilność, nowoczesne akumulatory i dalszą produkcję samochodów spalinowych oraz hybrydowych. Czy inne koncerny pójdą podobną drogą? Tego jeszcze nie wiemy, ale dwa miliardy euro wydane w Niemczech pokazują jedno: europejska produkcja samochodów znowu staje się bardzo ważnym elementem motoryzacyjnej układanki.