Przeglądy techniczne… będzie rzetelniej i drożej?

Ledwie co doczekaliśmy się podpisu Prezydenta pod ustawą znoszącą m.in. wożenie ze sobą prawa jazdy a ministerstwo infrastruktury szykuje już nowe pomysły na poprawę życia na drodze i poza nią. Jakie kolejne zmiany mogą nas czekać i czy wpłyną one znacząco na nasz portfel?

Zacznijmy od końca. Czy czekają nas podwyżki na stacjach kontroli pojazdów? Tego ministerstwo jeszcze nie deklaruje, ale wydaje się to kwestią nieuniknioną. Stawki za przeglądy techniczne zostały ustalone przez Ministra Infrastruktury we wrześniu 2004 roku i od tamtej pory pozostają niezmienne. Spora część przedstawicieli branży skarży się, że podczas gdy koszty prowadzenia działalności wzrosły prawie dwukrotnie, to stawki za badania techniczne pozostają ciągle takie same od 16 lat. To powoduje, że niektórym właścicielom stacji kontroli pojazdów, przestaje się to kalkulować. Jesteśmy przekonani, że Resort najprawdopodobniej zareaguje na coraz liczniejsze apele branży i nastąpie to właśnie wspólnie ze zmianami, które ma w planach. Te mogą z kolei nieco zrewolucjonizować proces przeprowadzania badań technicznych.

Jak dowiadujemy się ze sprawozdań ministerstwa infrastruktury – w Polsce w zeszłym roku przeprowadzono ponad 16 milionów przeglądów okresowych. Około 480 tyś z nich skończyło się negatywnym wynikiem co stanowi około 3% wszystkich badań. Dla porównania, w analogicznym okresie w Niemczech przeglądów negatywnych było już około 20%. Ministerstwo niema złudzeń. Wcale nie jest tak, że mamy dużo sprawniejsze samochody niż nasi zachodzi sąsiedzi. Po prostu nasz system jest dziurawy i trzeba go uszczelnić. Sporo tu nadużyć i pobłażliwości ze strony samych diagnostów. Jak resort chce z tym walczyć?

Przede wszystkim wzorem naszch południowych sąsiadów, a konkretniej Czechów – ministerstwo chce, aby diagności robili zdjęcia każdemu pojazdowi, który przechodzi przegląd. Ma to być odpowiedź na zaoczne wystawianie pieczątek pozytywnego wyniku badania technicznego. Zdjęcia mają być dowodem na to, że pojazd faktycznie przeszedł badanie i mają być one archiwizowane przez okres 2 lat. Rafał Weber, sekretarz stanu w resorcie Infrastruktury zapowiedział, że zmienić mają się również kompetencje samych diagnostów i planowane są dla nich kary za dopuszczenie do ruchu pojazdów niespełniających norm technicznych. To z pewnością może się przełożyć na mniej pobłażliwe reakcje pracowników stacji, przy kontroli stanu pojazdu. Oczywiście rzeczą oczywistą powinien być fakt, że skoro pojawia się większa odpowiedzialność wśród pracowników SKP, to i stawka ich pracy powinna pójść w górę - to może być kolejny argument za tym, że stawki pójdą w górę.

Oprócz fotografowania pojazdów resort planuje wyeliminować z rynku auta najbardziej zanieczyszczające środowisko. Średnia wieku pojazdu w naszym kraju to 13 lat – czyli stan przypadający na normy emisji spali od Euro 2 do Euro 4. Resort chce przede wszystkim wziąć pod lupę właścicieli pojazdów z silniekiem Diesel. Konkretniej chodzi o tych, którzy w swoich autach usuwają układy odpowiedzialne za oczyszczanie spalin – czyli m.in. słynne filtry DPF. Jak pewnie każdy pamięta, wycinanie tych filtrów to w Polsce wręcz rutynowe działania dotyczące wielu starszych aut. Jedną z opcji sprawdzania tego procederu miałaby być procedura sprawdzania zadymienia spalin – co w konsekwencji mogłoby potwierdzać lub zaprzeczać sprawność tego systemu w aucie. W przypadku negatywnego wyniku kierowca mógłby zostać zobowiązany do przywrócenia stanu auta do takiego, aby spełniał warunki pozytywnego przeglądu. To zaś wiązałoby się z przywróceniem filtra DPF, co mogłoby sporo kosztować właściciela auta - wstawienie filtra DPF to koszty od 2 do kilkunastu tysięcy złotych..

Tak naprawę resort chce podporządkować wszystko trzem głównym celom. Uszczelnienie systemu, które zmieniłoby sposób nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów. Wpłynąć miałoby to na lepszą jakość przeprowadzanych badań technicznych. Drugim celem byłaby poprawa stanu środowiska poprzez eliminację z ruchu drogowego samochodów nie spełniających żadnych norm emisji kontroli spalin. Trzecim celem jest eliminacja z dróg pojazdów powodujących nadmierny hałas.

Zapowiedziane pomysły są oczywiście bardzo ambitne. Rząd planuje wprowadzić zmiany jeszcze w tym roku, ale należy pamiętać, że podobne rozwiązania miały być już wprowadzone w 2018 roku. Wtedy jednak się to nie udało. Prawda jest taka, że prędzej czy później zmiany te będą musiały zostać wprowadzone, bo w końcu pojawią się naciski ze strony Unii.