Czy czeka nas koniec epoki aut spalinowych?

W dzisiejszym newsie trochę rozważań na temat przyszłości. Zdaje się, że lobby klimatyczne i elektryczne jest tak silne, że jeszcze za naszych czasów, może dojść do sytuacji, w której będziemy świadkami śmierci przemysłu paliwowego stosowanego w przemyśle motoryzacyjnym.

Temat silników spalinowych ciągle się rozwija i firmy wprowadzają coraz to nowe rozwiązania, ograniczając znacznie wpływ na środowisko i odpowiadając na coraz to trudniejsze do zrealizowania pomysły urządników. Jak się okazuję, to jednak nie wystarcza, bo wspomniane urzędy wykorzystując wyżej wspomniane lobby chcą wręcz zakazać w niedługim czasie sprzedaży aut spalinowych. Wszystko oczywiście po to, żeby wprowadzić na rynek nową technologię – elektryczną oraz wodorową.

Oczywiście problem zakazu sprzedaży aut spalinowych nie pojawi się nagle i drastycznie, ale plany zakładają wdrożenie znacznej części rozwiązań w ciągu najbliższych 10-15 lat, więc możemy to określić jako niedaleką przyszłość. Co ciekawe pierwszy kraj (który nomen-omen jest z spoza Unii Europejskiej) ma wprowadzić zakaz sprzedaży nowych aut … już za 5 lat. Mowa o Norwegii, która już teraz notuje ponad połowę rejestracji nowych samochodów w pełni elektrycznych. Oczywiście jest to spowodowane dużymi dotacjami ze strony Państwa, ale widać, że plan działa i przynosi zamierzone skutki. Nieco mniej radykalna, wydaje się być Wielka Brytania, która chce wprowadzić zakaz sprzedaży aut spalinowych do 2032 roku. Wszystko za sprawą Komitetu ds. Zmiany Klimatu. Początkowo na wyspach zakaz ten miał zacząć obowiązywać od 2040 roku. Potem zrewidowano ten termin do 2035 roku. Ostatecznie zdecydowano się, nad 2032 rok. Zakaz sprzedaży ma również objąć hybrydy typu Plug-In oraz auta dostawcze i motocykle. Pomysł władz ma polegać na tym, że producenci sprzedający samochody na wyspach, będą zobowiązani do sprzedaży minimalnej liczby samochodów elektrycznych. Próg tej sprzedaży ma być podnoszony z roku na rok, aby we wspomnianym już 2032 roku wynieść 100%.

Jak to wygląda na podwórku Unii Europejskiej? Tu podejście władz jest bardziej liberalne, aczkolwiek rzecz wydaje się naturalna ponieważ najwięksi beneficjenci Unii Europejskiej to oczywiście Francja i Niemcy, gdzie przemysł motoryzacyjny ma bardzo duże znaczenie dla gospodarki obu Państw. Władze Unii dają więc pełną swobodę Państwom członkowskim, które mogą wprowadzać tzw. Zielone strefy, które zakazują wjazdu aut spalinowych do centrum miast itp. W Polsce już powstają takie strefy, aczkolwiek ze względu na znikomy udział „elektryków” w naszym kraju, szacuje się że nie prędko pożegnamy entuzjastów benzyny i ropy naftowej na naszych drogach. W innych krajach UE też sprawa wydaje się być otwarta i póki co zielone strefy mają „zamknąć usta" ekologom, chociaż na pewien czas.

A jak sprawa wygląda poza Europą? W USA poszczególne miasta, również myślą o takich rozwiązaniach jak zakaz wjazdu aut spalinowych do centrum i wydzielonych obszarów. Większość największych miast wskazuje rok 2030 na optymalny termin wprowadzenia takich obostrzeń. Kanada, chce ten termin wydłużyć do 2040 roku. Chiny obrały taki kurs, że do 2025 roku, wymagane będzie od producentów to, by 7% sprzedaży nowych samochodów stanowiły elektryki. Indie będące jednym z najbardziej zaludnionych krajów świata, chcą by w niedalekiej przyszłości 30% jeżdżących samochodów stanowiły auta elektryczne. Jak Państwo chce tego dokonać? Na razie nie wiadomo.

Oczywiście przemysł motoryzacyjny to gałąź gospodarki dość pewnie stąpająca po ziemi i producenci nie pozwolą na to, żeby pokornie dostosowywać się tylko do każdych regulacji włodarzy w danym regionie. Co ciekawe, eksperci na całym świecie uznają datę 2030 rok, jako za wczesną na tak radykalną zmianę w branży. Jak pokazuje jednak przykład Norwegii, nie są to wizje apokaliptyczne. Problem jest tylko taki, że Norwegia należy do najbogatszych krajów świata i stać ją na takie wsparcie ze strony Państwa. Póki co technologia elektryczna, mimo swoich zalet i przyszłościowych rozwiązań wciąż jest też technologią dużo droższą niż spalinowa. Do 2030 roku zostało 10 lat i należy pamiętać również o tym, że w tym czasie może pojawić się zupełnie nowe rozwiązanie, które okaże się być lepszym niż technologia elektryczna czy wodorowa. Pożyjemy… zobaczymy.