Zmiany w taryfikatorze mandatów... czy w końcu będziemy świadkami rewolucji?

O planach zmiany tartyfikatora mandatowego w Polsce, przeczytalśmy już morze artykułów w branżowych gazetach oraz w internecie. Również sami pisaliśmy jakiś czas temu o planach rządu PISu na podniesienie kar za wykroczenia drogowe. Słusznie nasuwa się teraz myśl, że skoro piszemy o tym kolejny raz, to znaczy, że wiemy coś więcej na ten temat... i tak rzeczywiście jest.

Jak dowiadujemy się z Dziennika Gazety Prawnej, Premier Mateusz Morawiecki rozesłał pod koniec kwietnia list do ministerstw spraw wewnętrznych i administracji oraz infrastruktury, a także do resortu sprawiedliwości. List, który z mniej lub bardziej jasnych przyczyn został "niezauważony" przez większe media. Szczegóły w nim zawarte wydają się jednak rzucać nowe światło na plany rządu – i rzeczywiście to chyba początek "nowej jakości" w tym temacie. Pojawiają się w nim pomysły, które już znamy, ale tez nowo proponowane rozwiązania - nie zmienia się tylko skala problemu. Mandat drogowy w stosunku do obecnie panujących stawek ma wzrosnąć maksymalnie 10-krotnie.

Wróćmy na chwile do początku. Wiemy, że taryfikator w prawie niezmienionej do dziś formie, powstał w 1997 roku. Maksymalny wtedy wymiar kary (który funkcjonuje do dziś) wynosił 500zł. Na tamte czasy, był to wydatek znacznie większy niż obecnie, ponieważ stanowił dla przeciętnego Polaka 57% średniego wynagrodzenia. Przez lata za sprawą rozwoju gospodarczego zmieniały się warunki życia w Polsce i tak dziś 500zł mandatu to zaledwie 19% najniższego wynagrodzenia i 9% średniego. Jak wynika z tych danych, problem na przestrzeni lat przestał być tak dotkliwy jak pod koniec XX wieku.

„Biorąc pod uwagę, że przestrzeganie ograniczeń prędkości jest kluczowe dla ochrony życia i zdrowia obywateli na drodze, niezbędne jest podniesienie kwot mandatów karnych oraz wprowadzenie zmian w przepisach, których celem jest ograniczenie zachowań szczególnie niebezpiecznych na drogach i eliminacja tzw. piratów drogowych” - to słowa Premiera z wyżej wspomnianego, kwietniowego listu. Zleca on w nim również przygotowanie zmian w prawie drogowym dotyczących bezpieczeństwa drogowego, kładąc przy tym nacisk na stworzenie nowego taryfikatora mandatów, który miałby w swojej formie znacznie upodobnić się do tych z zachodniej Europy.

Premier Morawiecki dość konkretnie podaje kwoty, które jego zdaniem powinny w najcięższych przypadkach wzrosnąć z 500zł nawet do 5.000zł. W trosce o bezpieczeństwo pieszych, którym obecny rząd jest bardzo przychylny, chce by wykroczenia wobec nich wzrosły do kwot rzędu 1.000 – 1.500zł. Mowa tu o wykroczeniach kierowców w rejonach przejść dla pieszych oraz w obszarach zabudowanych. Dziennik Gazeta Prawna wnioskuje z zapowiedzi premiera, że tak drastyczne poniesienie kar za przewinienia, mogłoby doprowadzić do paraliżu sądownictwa, ponieważ wielu kierowców, przestałoby przyjmować mandaty od policji i zgłaszać do sądów odwołania, licząc na złagodzenie kary. Wszak przyzwyczajeni od ponad 20 lat do wciąż tych samych kwot za mandaty, niektórzy piraci drogowi zaczęli by po prostu mocno kombinować, chcąc doprowadzić do odroczenia płatności. Anna Zielińska z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ITS, słusznie zauważa, że „Należy pamiętać, że o skuteczności kary decyduje przede wszystkim jej nieuchronność i natychmiastowa egzekucja powiązana z przewinieniem. Dlatego najważniejsza jest znaczna rozbudowa systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym i wprowadzenie kar administracyjnych za przewinienia wykryte w ten sposób”. Można z tego wnioskować, że zwiększenie kwoty za przewinienia drogowe, powinno przynieść efekty, jednak nie rozwiązuje problemu ich nie przyjmowania przez nieufnych kierowców.

Powyższe rozwiązania niektórzy z nas już znają i zaproponowane ostatnio rozwiązania, zdają się tylko potwierdzać konsekwencje zapowiedzi obecnego rządu. Nie mniej jednak w kwietniowym liście Premier idzie o krok dalej i podaje nowe rozwiązania, które mogą zdziwić niektórych kierowców. Wolą premiera jest to, aby zlikwidowane zostały kursy reedukacyjne, na których można pomniejszyć liczbę przyznanych wcześniej punktów karnych - aby uchronić się, przed stratą prawa jazdy. Według badań okazuje się, że na kursy w większości trafiają wciąż Ci sami piraci drogowi, którzy w ten sposób znaleźli furtkę do „wymazywania” swoich przewinień drogowych. Widać słuchanie ciągle tych samych treści, nie robi już na nich wrażenia, a przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Co ciekawe, wracając do punktów karnych, ciekawą propozycją miałoby być to, że limit punktów karnych miałby zostać podniesiony do 24 punktów. Niestety pod tą informacją, kryje się jednak ciekawy kontekst – ich ważność na koncie kierowcy miałaby wzrosnąć z okresu 12 miesięcy do 24. Dopiero po tym czasie miałby być one kasowane.

Jak widać zapowiadane zmiany w taryfikatorze mandatów i poprawie bezpieczeństwa na drogach, to już nie puste frazesy rządu PIS. To konsekwentne tworzenie planu i coraz większa chęć wprowadzenia go w życie. Co ciekawe, pamiętajmy, że wciąż na wdrożenie czekają zapisy, które miały wejść w życie od 1 lipca, a o których pisaliśmy w tym artykule. Jeśli wszystkie te przepisy miałby by stopniowo pojawić się do końca tego roku, to czeka nas istna rewolucja poruszania się po polskich drogach. Jeśli jednak rzeczywiście przynieść ma to wymierne korzyści w postaci mniejszej liczby wypadków i znacznie bezpieczniejszych Polskich dróg, to czemu nie. Z badań przeprowadzonych pod koniec 2019 roku wynikało, że ponad 82% ankietowanych było za wprowadzeniem surowszych kar dla kierowców przekraczających prędkość. Aż 95% z nich było za podniesieniem kar dla pijanych kierowców. To tłumaczy dobitnie skalę problemu i to jakich podwyżek oczekują Polacy, a co od lat kolejne rządy ignorują.